Problemy ze słuchem to nie przelewki. Wie o tym doskonale każdy, kto choć raz borykał się z mniej lub bardziej poważnymi problemami związanymi ze słuchem. Zatkane ucho? Ból ucha? Pogorszony słuch? Nic przyjemnego. Jak się okazuje, w takich sytuacjach zazwyczaj nie wiemy również, co zrobić i jak rozwiązać zaistniały problem. Jak odetkać zatkane ucho? Jak poprawić jakość słuchu? Jak dbać o uszy zimą, kiedy to aura nie pomaga w zachowaniu wysokiej sprawności słuchu?

Istnieje wiele licznych mitów związanych z uszami oraz słuchem, a także dbaniem o tenże właśnie zmysł. Niestety jednak bardzo wiele z tych mitów nie ma nic wspólnego z prawdą. Warto na początek przytoczyć te mity, aby mieć pewność, że nikt nie będzie próbował wcielić ich w życie.

Mit numer 1 – woda utleniona szkodzi uszom
Nic bardziej mylnego. Zacznijmy jednak od początku. Płukanie uszu wodą utlenioną może brzmieć jak pomysł mocno kontrowersyjny – zwłaszcza dla kogoś, kto słyszy o nim pierwszy raz w życiu i nigdy tego sposobu nie próbował. Czy faktycznie powinniśmy się bać płukanie uszu wodą utlenioną? Czy może mieć ona negatywny wpływ na nasz słuch? Czy będzie to dla nas zysk, czy też szkoda? Liczne badania wskazują, że płukanka z wody utlenionej może mieć doprawdy zbawienny wpływ na nasz słuch oraz komfort z nim związany. Dlaczego? „Jaki związek może mieć woda utleniona ze słuchem?” – wiele zadało sobie zapewne w duchu to pytanie. Odpowiedź jest prosta – woda utleniona, jak każdy zapewne wie, ma właściwości bakteriobójcze. Zaś różnego rodzaju stany zapalne ucha zaczynają się właśnie od ataków złośliwych bakterii. Dlatego więc odpowiedź nasuwa się sama – woda utleniona (o działaniu bakteriobójczym) atakuje i obezwładnia bakterie, zanim te zdążą poczynić szkody w naszym organizmie i – co gorsza – wywołać przeziębienie lub innego rodzaju stan zapalny.

Mit numer 2 – pałeczki higieniczne najskuteczniejszym sposobem mycia uszu
Za powielanie tego mitu niejeden zawodowy laryngolog miałby ochotę nas powiesić (w najlepszym wypadku!). Dlaczego? Jest to bowiem bardzo rozpowszechniony mit, w który mnóstwo ludzi istotnie wierzy. Nie ma co ukrywać – ponad 90 procent z nas nie wyobraża sobie codziennej higieny bez wspomnianych właśnie wyżej pałeczek higienicznych. Jest to zdecydowanie najprostszy, najwygodniejszy, najtańszy i najłatwiej dostępny sposób na zachowanie higieny naszych uszu. Wydawać by się mogło, iż posiada on jedynie same zalety. Czy faktycznie tak jest? Nic bardziej mylnego! Patyczki higieniczne są wręcz zabójcze dla naszego słuchu. Nie dajmy się zwieść ich licznym zaletom, które niejednokrotnie zachęcają nas do zakupu całego opakowania tego właśnie typu produktów! Właściwie dlaczego z pozoru niewinne i nieszkodliwe pałeczki higieniczne miałyby mieć negatywny wpływ na nasz słuch? Odpowiedź jest prosta. Wkładając pałeczkę do ucha wpychamy do jego wnętrza woskowinę, która następnie trwale uszkadza nasz słuch. Mówiąc wprost – zapychamy po prostu swój przewód słuchowy. Nie brzmi to dobrze, prawda? Bowiem wcale dobre nie jest. Wie o tym każdy szanujący się laryngolog i nieustannie przypomina o tym swoim pacjentom, a także wszystkim innym osobom – bowiem każdy powinien wiedzieć, jak dbać o swój niezastąpiony zmysł, jakim jest właśnie zmysł słuchu.

Mit numer 3 – zapalenie ucha grozi jedynie małym dzieciom
Jest to dość ciekawy mit, bowiem – jak przyznaje wielu specjalistów – nie wiadomo właściwie, skąd się on w ogóle wziął. Generalne według mitu tego ryzykiem przeżycia zapalenia ucha zagrożone są jedynie małe, kilkuletnie dzieciaki, zazwyczaj te w wieku przedszkolnym. Istotnie wiele przedszkolaków zmaga się w pewnym momencie swojego życia z tą chorobą – skąd jednak pomysł, że małych miałyby być na nią bardziej podatne? W czym miałby leżeć problem – i czym układ słuchu dziecka miałby się różnić od tego dorosłego? Cóż, nikomu do tej pory nie udało się znaleźć odpowiedzi na te pytania, dlatego mit od dawna uznaje się z obalony. W rzeczywistości bowiem również wielu dorosłych zapada na tę chorobę. Co może zaś sprawiać, że wśród dzieci zachorowalność jest wyższa? Cóż, jak przypuszczamy, ma na to wpływ fakt, iż dzieci codziennie spotykają się z sobą w przedszkolu (co oznacza duże skupisko dzieci na bardzo małym obszarze, a co za tym idzie – mnóstwo bakterii i wirusów), w związku z czym zdecydowanie łatwiej zarażają się od siebie. Każdy rodzic przedszkolaka wie przecież, że jeden chory maluch oznacza w dalszej perspektywie całe przedszkole ogarnięte epidemią… I być może właśnie to sprawia, już u dzieci zapadalność na tę chorobę jest wyższa.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here